Menu & Search
Typy klientek w salonach kosmetycznych

Typy klientek w salonach kosmetycznych

W trakcie mojej rocznej aktywnej pracy w salonie kosmetycznym i podczas wcześniejszych lat, gdy wychowywałam się w salonie kosmetycznym rodziców, miałam okazję poznać różne typy klientek. Dziś przedstawię wam kilka z nich.


Napisałam ebooka! “51 pytań poczatkującej stylistki paznokci”
Jak namalować pomarańczę na paznokciach – poziom pierwszy
Jak pokochać aktywność fizyczną?


I żeby nie było, ja naprawdę kocham moją pracę. Uwielbiam kontakt z ludźmi i wywoływanie uśmiechu na ich twarzach, gdy wychodzą zadowoleni z moich usług. Niestety, zawsze trafiają się gorsze przypadki i o nich dziś pogadamy ;). Przed wami typy klientek w salonach kosmetycznych.

Klientka-widmo

Umawia się i z reguły jest to nasza ostatnia rozmowa. Dla mnie jest to typ szczególnie upierdliwy, gdyż pracuję w nieregularnym wymiarze godzin ze względu na mnogość obowiązków i często bywa tak, że przyjeżdżam specjalnie dla danej osoby. Czasami umawiają się z dużym wyprzedzeniem, czasami wybłagają wizytę na ostatnią chwilę. Zbieram toboły, jadę do salonu, tymczasem mija pięć minut, dziesięć, piętnaście, a klientki wciąż nie ma. Jeśli nie odbierają telefonu, to pół biedy, bo gdy już odbiorą, często słyszę coś, czego nigdy nie chciałabym usłyszeć. “Wizyta? Nie ma takiej możliwości, nie ma mnie nawet w mieście!”, “Nie zadzwoniłam? Ojej” i tym podobne kwiatki to w ich przypadku chleb powszedni.

Klientka-naciągaczka

W trakcie mojej kariery bardzo długo słyszałam o takich przypadkach, ale nie chciało mi się w to wierzyć. Do czasu, gdy w jednym jedynym przypadku okazało się, że rzęsy były potrzebne tylko na jedną imprezę, a potem trzeba było wywalczyć za wszelką cenę zwrot pieniędzy. Z opowiadań innych stylistek: przychodzą, wychodzą zadowolone z usługi, a po dwóch tygodniach stwierdzają, że usługa została wykonana fatalnie i należy ją natychmiast poprawić lub zwrócić pieniądze (gdzie, chociazby, przy manicure hybrydowym po dwóch tygodniach niektóre klientki w ogóle zmieniają całą stylizację ze względu na irytujący je odrost). W skrajnych przypadkach straszą skarbówką (to dziewczyny, które robią w domach), inspekcją pracy, sanepidem, rzecznikiem praw konsumenta, sądem…

Klientka-rabat

Ten typ dzieli się na dwie podgrupy. Klientki obce, które o prostu polują na rabaty i okazje, a także bliskich znajomych. I mówiąc bliskich, mam na myśli tych, z którymi widziałam się po raz ostatni kilka(naście) lat temu. Mam ofertę rabatową dla stałych klientów, a bliskim znajomym zawsze zaproponuję coś, dzięki czemu będzie im milej i nie mam z tym żadnego problemu. Problem zaczyna się, gdy ktoś uważa, że rabat mu się należy. Należy tylko dlatego, że wybrał moje usługi. Tylko, że jeśli wybiorą inne, tańsze miejsce lub miejsce, gdzie ten rabat zostanie udzielony bez mrugnięcia okiem, ja nic nie stracę. I jak to niedawno blogerka JestRudo.pl ujęła – mnie się nic nie należy, nikomu się nic nie należy i żyłoby się nam prościej, gdybyśmy przestali oczekiwać

Klientka-last

“Może ma ktoś last na dziś, najlepiej za pół godziny?” – skąd my to znamy, prawda? Pół biedy, jeśli ktoś po prostu siedział sobie i stwierdził, że ma chwilę i w zasadzie mógłby się wybrać na rzęsy lub paznokcie, jeśli znalazłby się wolny termin (a takie się zdarzają, głównie dzięki klientkom-widmo). Niestety, większość osób szukających “lastów” to panie, które jutro wyjeżdżają i to z samego rana, na dodatek nie będzie ich miesiąc, a bez rzęs i paznokci nie wyjadą na żaden urlop. Ja się wtedy pytam – za ile jadą na to last minute, że nie mogły umówić się wcześniej? Hitem są osoby, które koniecznie chcą umawiać się w dni wolne od pracy (ale tu jest wina samych stylistek, które w te dni przyjmują z otwartymi ramionami – dziewczyny, macie życie prywatne? :D) i odmowę przyjmują zdziwione lub nawet oburzone. Jak to, nie będę miała rzęs dzisiaj? Dzień wolny, co ci szkodzi, to tylko chwila.

Klientka-samoobsługa

Chyba mój ulubiony typ, bo nie denerwuje, a bawi, w najgorszym wypadku przy okazji wprawiając w drobne zakłopotanie. Szczerze mówiąc nie wiem, jaka jest ich motywacja, ale to ten typ, który potrafi wyrwać mi pilnik z rąk podczas wykonywania manicure i samemu zacząć piłować sobie paznokcie. Nigdy nie wiem, co w tej sytuacji powiedzieć, ale zawsze dziwnie się czuję z tym, że ktoś poprawia nieskończoną (często nawet jeszcze nie zaczętą) pracę. Najczęściej są to przesympatyczne osoby, które myślą, że pomagają. Wąską podgrupę stanowią klientki-marudy, które poprawiają, bo nie są zadowolone. Tylko, że nie mają jeszcze z czego być niezadowolone, bo efektu końcowego nie ma. Fakt, czasem klientka ze swojej perspektywy widzi więcej – zwłaszcza w przypadku nakładania żelu, ale dlatego właśnie w kilku momentach oglądam paznokieć z każdej strony. Wystarczy na ten moment poczekać ;)

Nie zapytam, jakim typem klientki jesteś, bo mam szczerą nadzieję, że żadną z powyższych :D A może pracujecie w salonach kosmetycznych i macie swoje typy klientek? Dajcie znać, tymczasem przypominam o zapisach na listę zainteresowanych moim e-bookiem “51 pytań początkującej stylistki paznokci” – wpisani na tę listę otrzymają darmowy pierwszy rozdział, dostęp do strony sprzedażowej 24h przed oficjalną premierą i dodatkowy kod rabatowy!

2 komentarze
Leave a Comment

  1. Yunau
    3 miesiące ago

    Takie zmuszanie ludzi do lubienia cię na fb jest bez sensu. Lepszym sposobem byłoby jakieś przekierowanie zamieszczone w tekście lub pod koniec. Ewentualna zachęta mówiąca o tym czego można się spodziewać. Jeżeli ktoś chciałby cię tam mieć, już dawno by to zrobił. Jeszcze bardziej bez sensu jest lajkowanie tylko po to żeby coś przeczytać, a potem odlajkowywanie z powrotem. Nie zależy mi na czytaniu twoich tekstów na tyle żeby bawić się w takie pierdoły. W taki sposób tracisz tylko potencjalnych czytelników. Nie wspomnę już nawet o nowych czytelnikach, którzy widząc tego bloga po raz pierwszy w życiu, zescrolują i pomyślą sobie “o, następna osoba co wyłudza lajki i wyświetlenia” i idą dalej, nie zwracając uwagi na to czy kontent jest faktycznie dobry czy nie. Chciałabym zaznaczyć że nie piszę tego żeby cię w żaden sposób atakować, próbuję tylko przedstawić to z perspektywy leniwego widza (czyt. mnie) lub nowego widza. Mam nadzieję że to pomoże ci chociażby w najmniejszy sposób. Ach, zapomniałam jeszcze dodać, że nie każdy tak naprawdę wchodzi na fb (a zgaduję że puste lajki to nie jest twój cel), lub nie każdy posiada tam konto (tak, istnieją takie ewenementy, uwierz mi). Dla takich osób jest to po prostu upierdliwe i niepotrzebne. Dlatego polecam mniej “inwazyjny” sposób autoreklamy.
    Pozdrawiam.

    • 3 miesiące ago

      Oznaczone w ten sposób są teksty z największą liczbą wyświetleń, nie każdy wpis jaki znajduje się na blogu. Łącznie CAŁE TRZY teksty ;) Wprowadziłam ten zabieg świadomie – wiesz, że wielu blogerów go stosuje i wcale nie mają pustych lajków? Ba, są jeszcze bardziej inwazyjne sposoby selekcji treści.
      I wyobraź sobie jeszcze jedną rzecz – odkąd stosuję wtyczkę, a jest na blogu już od około 7 miesięcy, obserwujących fanpage stale przybywa, aktywność rośnie, nie ma nadmiaru “dislajków” (takiego większego niż norma :D).
      Spokojna Twoja rozczochrana, możesz mnie dalej czytać. No, albo nie. Bo kurczę, mimo wszystko nikogo do niczego nie zmuszam :)

To jest wersja demonstracyjna sklepu do celów testowych— Zamówienia nie będą realizowane. Zamknij