Nadszedł ten długo wyczekiwany moment! Moduł 5 – React, czyli tytułowy i najważniejszy moduł z całego kursu. Wszystkie poprzednie dążyły właśnie do tego, by znaleźć się właśnie w tym miejscu.

Powrócił do nas nasz mentor i razem mieliśmy zgłębiać tajniki Reacta. Zaczęło się oczywiście od wstępu, wyjaśnienia, czym React jest (i czym też nie jest), a później przeszliśmy do stawiania pierwszych kroków w tym frameworku. Po komplikacjach z Webpackiem i kompilacją, nic już miało nie być nam straszne, więc zabraliśmy się do roboty.

I przyznam, był to pierwszy tydzień, w którym przestałam ogarniać. Uważam, że ten moduł jest jednocześnie najważniejszym i najgorzej przygotowanym modułem w całym kursie. O tyle, o ile prezentacje jeszcze są w miarę w porządku (a przynajmniej wydaje mi się, że przy odpowiednim poprowadzeniu ze strony prowadzącego powinny być do przetrawienia), tak zadania były wręcz tragiczne. Nie wnosiły prawie nic i bylo ich jak na lekarstwo, ot 1-2 zadanka związane z najprostszymi zagadnieniami, podczas gdy te nieco bardziej abstrakcyjne i skomplikowane w ogóle nie były ćwiczone.

Załapałam mniej więcej w okolicy środowego popołudnia lub czwartkowego poranka, co biorąc pod uwagę zbliżający się w piątek egzamin, było dość późno. Ostatecznie egzamin napisałam na maksymalną liczbę punktów, bo po wzięciu głębokiego oddechu nakierowałam swoje myśli na odpowiedni tor, ale zadania z egzaminu w ogóle nie odzwierciedlały zadań na zajęciach.

Warto tu wspomnieć o samej organizacyjnej części – tu moje wrażenia z kursu poszybowały gwałtownie w dół i zgłosiłam to również w szkole (gdyby ktoś miał wątpliwości, czy tylko wypłakuję się w internecie, czy też realnie zadziałałam w tej sprawie). Mentor spóźniał się pół tygodnia na zajęcia (i to rzędu kilkudziesięciu minut do nawet prawie godziny), nie przerobiliśmy całego materiału, kursanci musieli zostać w czwartek do 20:00 żeby razem z nim nadganiać materiał (poza mną – ja nie miałam na to zwyczajnie czasu), a i tak nie przerobiono wszystkiego.

Biorąc pod uwagę powyższe i to, że ogólnie jestem typem, który najwydajniej pracuje w swoim własnym domowym zaciszu, projekt końcowy, który tworzony ma być podczas tygodnia warsztatowego tworzyłam sama, w domu. Pojawiłam się w siedzibie Coders Lab na “obronę” projektów, która odbywała się po przerwie obiadowej.

Moim projektem była bardzo wstępna faza programu do obsługi salonów kosmetycznych – w dniu obrony miał możliwość dodawania i usuwania usług z bazy danych, dodawania i usuwania klientów z bazy danych, wyświetlanie kalendarza wraz z dodawaniem terminów do bazy danych. Ponad to, dostęp do funkcji możliwy był po zalogowaniu z pomocą konta Google. Aplikacja napisana była w React, wykorzystywała do działania również Firebase. Do stylowania użyłam preprocesora CSS – SCSS.

Opowiedziałam o projekcie, dostałam piękny certyfikat z hologramem, napiliśmy się szampana i pożegnaliśmy. Przede mną jeszcze 2 moduły, które opiszę wspólnie w jednym poście. Do napisania!

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

Zostanę programistką [Od 0 do Javascript Developera]

Rozwój jest dla mnie bardzo ważny, dlatego gdy tylko mam okazję zdobyć nowe kompetencje - korzystam z niej. Nie inaczej było w tym przypadku. Już jakiś czas temu usłyszałam o szkole programowania CodersLab - ba, przechodziłam obok kilka razy, bo siedzibę we Wrocławiu mają tuż przy wrocławskim Rynku. Nigdy jednak nie myślałam o programowaniu na poważnie. Aż do teraz.