Jeśli śledzicie mojego Facebooka, zapewne rzuciło wam się w oczy, gdy pisałam, że znów wybieram się do teatru. Pewnie zacieraliście nawet rączki, czekając na tę recenzję, bo już nie mogliście się doczekać, by się dowiedzieć, czy w końcu obsmaruję jakiś spektakl z góry na dół. Chociaż prawdopodobnie w tym miejscu zarzucicie mi “sprzedanie się”, przyjmowanie łapówek i skrajną nieobiektywność, nie przeczytacie tu nic złego, bo “Psychoterapia, czyli sex w życiu człowieka” we wrocławskim Teatrze Komedia, to po prostu k…zakrzywienie dobry spektakl.

Wojciech Dąbrowski /fot. Teatr Komedia
Wojciech Dąbrowski /fot. Teatr Komedia

Cała historia zaczyna się w dość nietypowy sposób. Znajdujemy się na wykładzie psychologa klinicznego i wszystko jest na swoim miejscu z wyjątkiem… samego psychologa (Wojciech Dąbrowski). Gdy ten się w końcu pojawia, zaczyna wykład na temat roli seksu w życiu człowieka. Sytuacja mogłaby kojarzyć się nam z tymi momentami w szkole, kiedy przyjeżdżali dziwni ludzie i chcieli o czymś opowiadać, a cała szkoła musiała ich słuchać, choć nie chciała, w związku z tym nikt nie słuchał, bo prowadzący śmiertelnie przynudzał, ale nie tym razem.

Zwykle kwestię pracy aktorów zostawiam na sam koniec, ale w tym przypadku muszę od niej zacząć. Wojciech Dąbrowski i Paweł Okoński reżyserując ten spektakl, wybrali dla siebie chyba najtrudniejszą formę, jaką mogli wybrać. Nie jest bowiem łatwo stworzyć coś interaktywnego, co będzie śmieszne, ale wciąż w granicach dobrego smaku. Nie jest łatwo wciągać w scenariusz publiczność, nie jest łatwo nią pokierować (choć może czasami wystarczy tylko podnieść tabliczkę? :D), a już na pewno nie jest łatwo odpowiednio i szybko reagować.

Wojciech Dąbrowski, Paweł Okoński /fot. Teatr Komedia
Wojciech Dąbrowski, Paweł Okoński /fot. Teatr Komedia

Przyznam szczerze, że jestem pełna podziwu nie tylko dla samej treści, która opiera się na zupełnie innym rodzaju humoru niż w “Rodzinie Kerwoodów”. Tam chodziło o skomplikowanie sytuacji, tu dotykamy spraw, z których każdy lubi się śmiać (pod warunkiem, że dotyczą wszystkich, oprócz nas). I tak możemy się śmiać z niezbyt udanego pożycia, żony, z którą nie wiadomo co i kogo łączy, a nawet z kryzysu wieku średniego. Bo przecież kto z nas nie ma tego problemu? No dobra, ja może jeszcze nie mam kryzysu wieku średniego. I właśnie zaprzeczając kryzysowi przyznałam, że mam niezbyt udane pożycie. Widzicie, o to właśnie chodzi! Na takie pułapki zastawione przez naszego psychologa klinicznego czekacie. Żeby pośmiać się z naszego biednego drugiego bohatera – zupełnie anonimowego słuchacza wykładu (Paweł Okoński). O wy, niedobrzy.

Monika Gruszczyńska, Wojciech Dąbrowski, Paweł Okoński /fot. Teatr Komedia
Monika Gruszczyńska, Wojciech Dąbrowski, Paweł Okoński /fot. Teatr Komedia

Nie należy tu zapominać również o trzeciej bohaterce spektaklu – rozśpiewanej asystentce (Monika Gruszczyńska), która pojawia się w najbardziej emocjonujących momentach i nieco nas studzi pięknymi piosenkami. I swoim ślicznym głosem. I perfekcyjną techniką. Zawsze podziwiałam śpiewaczki operowe i operetkowe za panowanie nad dźwiękiem w każdym calu, obojętnie czy się stoi, leży, chodzi, biega, a nawet zatacza po widowni. Ukłony i brawa – jeśli nie przekonuje was humor, to idźcie chociaż posłuchać.

Paweł Okoński, Monika Gruszczyńska, Wojciech Dąbrowski /fot. Teatr Komedia
Paweł Okoński, Monika Gruszczyńska, Wojciech Dąbrowski /fot. Teatr Komedia

Teatr Komedia to teatr, który da wam leczniczą dawkę śmiechu od czasu do czasu. Jeśli miałabym wybrać mój ulubiony spektakl, na pewno bym nie mogła tego zrobić – w każdym jest COŚ. “Psychoterapia” jest po prostu swojska. Nikt was nie zabije za głośny komentarz, podniesienie ręki, nawiązanie dialogu z aktorem (jeśli chodzi o to ostatnie, podejrzewam, że najbardziej oburzony mógłby być niekiedy sam aktor, a nawet bardziej niż reszta publiczności). Dlatego właśnie polecam – wyluzujcie się i idźcie jak na dobrą imprezę, a gwarantuję wam czterema kończynami, że będziecie się rewelacyjnie bawić.

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

Powstaniemy, Czerwoni niczym świt – “Szklany Miecz” – premierowa recenzja

W tej recenzji iskry gniewu będą tryskać spod moich palców niczym malutkie błyskawice tryskały spod palców Mare Borrow. Może polać się krew, bez znaczenia, czy autorka należy do Srebrnych, czy Czerwonych. "Szklany miecz" przelewa moją czarę goryczy, a Victoria Aveyard powinna była albo przewidzieć moją reakcję, albo zwrócić się do kogoś, kto to zrobi.