Jestem osobą bardzo analogową – chociaż zawsze wszystkie aplikacje bardzo mnie kuszą, za każdym razem pokornie wracam do mojego notesu i ulubionego długopisu. Dziś pokażę Ci, jak wygląda moje papierowe planowanie.

Artykuły piśmiennicze

Zaczynam od najważniejszego, bo mój system nie byłby tak bardzo wydajny, gdyby nie specjalny rodzaj długopisów, z których korzystam. Jakiś czas temu (chyba z polecenia Aliny z DesignYourLife) odkryłam linię artykułów Frixion od Pilota.

Jest to seria pisadeł wymazywalnych. Na początku oferowali tylko długopisy, ale z czasem ich oferta się rozrosła. Teraz znajdziesz w ofercie pióra kulkowe, cienkopisy i… mój prywatny hit – wymazywalne zakreślacze! Teraz, gdy się pomylę albo muszę zamienić miejscami jakieś zadania, po prostu odwracam pisadełko i jego “dupką” bezpowrotnie “znikam” treść.

Plan tygodnia

Tę część wprowadziłam całkiem niedawno, ale bardzo mi się ona sprawdziła. Brakowało mi miejsca, gdzie mogę zapisać umówione spotkania albo konkretne daty/wydarzenia, które mają nadejść, ale ze względu na ich odległy termin jeszcze nie mam rozpisanych poszczególnych dni tygodnia (a przecież zapisać gdzieś trzeba, bo i pamiętać by wypadało).

Fakt, że najważniejsze rzeczy wpisuję jeszcze w kalendarz Google – by miał do nich dostęp Tomek i żeby coś mnie w telefonie o tym powiadomiło, ale coraz rzadziej mi się to zdarza.

Plan dnia – bucket list

Kiedyś (wcale nie tak dawno temu, w początkowym okresie działania mojej firmy) wprowadzałam cały plan dnia w kalendarz Google. Organizowałam pracę w bloki i rezerwowałam godziny, ale taki plan był dla mnie za mało elastyczny. Wstałam troszkę później, zadzwonił klient z problemem i rozmawialiśmy przez pół godziny, przygotowanie posiłku się przeciągnęło albo pojawila się nagła potrzeba wyjścia z domu i cały plan szlag trafiał.

Od jakiegoś czasu nie planuję nic na konkretne bloki czasowe (z wyjątkiem spotkań z klientami lub znajomymi, oczywiście), a każdego dnia wieczorem spisuję listę zadań do wykonania na kolejny dzień. Jeszcze raz zamieszczam tu planowane na konkretną godzinę spotkania.

Obok każdego punktu rysuję kwadracik i gdy przychodzi co do czego, po prostu odhaczam po kolei wykonanie zadań (lub ewentualnie dorysowuję strzałkę, co oznacza przeniesienie zadania na kolejny dzień albo modyfikuję je z pomocą wymazywalnych długopisów).

Dało mi to trzy ważne rzeczy. Po pierwsze elastyczność, która w mojej pracy jest bardzo ważna (ale po prostu też ją lubię i po to pracuję u siebie i dla siebie, żeby nie musieć się bardzo mocno przejmować konkretnym czasem dla poszczególnych zadań – jestem typem najbardziej wydajnym w godzinach 19-23 i nic nie poradzę :D).

Po drugie – wolną głowę podczas snu. Wcześniej zdarzało mi się budzić w nocy i zastanawiać, czy pamiętam o spotkaniu X albo załatwieniu sprawy Y – odkąd spisuję zadania wieczorem, przed snem, pozbyłam się tego problemu.

I wreszcie – oszczędność czasu. Mogłoby się wydawać, że rozpisanie każdej czynności na konkretny moment w ciągu dnia oszczędza tego czasu więcej, ale mój system pozwala na większą wydajność. Planuję napisanie wpisu na bloga – gdybym go zaplanowała na konkretną godzinę mogłoby się okazać, że akurat moja wena ma siestę i nic z pisania nie wyniknie. Dzięki tej metodzie zerkam tylko na listę zadań i… po prostu wybieram, co w danej chwili mam największą ochotę robić.

Dodatkowe sekcje

Poza planem tygodnia i planami dnia, na każdy nowy miesiąc tworzę karty z widokiem na cały miesiąc. Karty, bo tak naprawdę są trzy.

Pierwsza dotyczy budżetu, a konkretnie wydatków stałych (i innych), które mają określony termin płatności. Notuję tu dzień, w którym płacę za telefon, ZUS i mieszkanie (wraz z kwotami), a obok dopisuję wszystkie potwierdzone zlecenia, które zostaną domknięte w danym miesiącu (razem z kwotą pozostałą do zapłaty). Pozwala mi to na bieżącą kontrolę stanu portfela.

Druga to po prostu plan miesiąca, gdzie wpisuję duże wydarzenia, o których wiem ze znacznym wyprzedzeniem (kilkutygodniowym). Tu notuję daty zjazdów na studiach podyplomowych (wraz z godzinami odbywania zajęć) i począek kursu programowania, w którym biorę udział.

Trzecia sekcja to treningi. Regularnie chodzimy z Tomkiem na siłownię, a w tej karcie wynotowuję dni, w których odbyliśmy trening i zapisuję mniej więcej to, co na nim robiłam (ile minut spędziłam na orbitreku i z jakim obciążeniem, ile trenowałam siłowo, jaką partię itp.). Dzięki temu łatwiej na utrzymać regularność (bo jak taka dziura będzie mi wyglądać w kalendarzu), ale też widzę na bieżąco swoje samopoczucie – w gorsze dni robię średniej długości cardio, w lepsze dołączam trening siłowy. Mogę to na bieżąco monitorować i przeciwdziałać ewentualnym dolegliwościom.


Tak wygląda mój system planowania na ten moment, ale nie wykluczam, że coś się w nim będzie zmieniać. Własnie za to kocham mój planer – jest to zwykły zeszyt w kropki i jeszcze na początku roku służył mi głównie do notowania spotkań z klientami. A teraz pełni rolę świetnego kalendarza, choć nie jest typowym bullet journalem. I o takie planowanie zawsze walczyłam – w pełni dopasowane, skrojone na miarę.

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

Gdzie szukam inspiracji w biznesie?

Odkąd dotarło do mnie, że to, co robię w internecie to budowanie marki osobistej i chciałabym, by szedł za tym pomysł na realny biznes i pieniądze, bo kocham to, co robię, zaczęłam świadomie podpatrywać, jak robią to inni. Tak znalazłam swoje biznesowe inspiracje.
Więcej

Jak poradzić sobie z chorobą? Triki na szybkie wstanie z łóżka

Sezon zachorowań w pełni i wiem coś o tym - rodzicielka przywlokła do domu jakąś grypową epidemię i pochorowaliśmy się wszyscy jak jeden mąż. Mnie też to nie ominęło, więc postanowiłam podrzucić wam kilka sprawdzonych przeze mnie wcześniej metod na to, by szybko postawić się na nogi.