Wraz z końcem listopada 2019 zakończyła się moja przygoda z kursem/bootampem programistycznym w szkole programowania CodersLab. Kolejne dwa miesiące spędziłam na ogarnianiu swojej rzeczywistości, nadrabianiu zleceń, które nagromadziły się przez ten czas i odnajdywaniu swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Dziś przychodzę do was z odpowiedzią na pytanie – czy było warto?

Na samym początku, chciałabym wam przypomnieć, jakie były moje plany, gdy zapisywałam się na bootcamp. Po pierwsze, chciałam zdobyć nowe umiejętności, by wspomóc działania Tomka w naszej firmie. Tomek nie jest programistą, ogarnia kwestie front-endowe na poziomie, rzekłabym, intuicyjnym. Kurs miał nam pozwolić realizować zlecenia szybciej, lepiej, jeszcze efektywniej i efektowniej.

Po drugie, miałam plan, by spróbować kariery w korpo lub jakimś software housie, zdobyć doświadczenie, wpis do CV i na kontrakcie B2B przez kilka miesięcy utrwalać zdobytą wiedzę oraz zdobywać nową. A w dodatku, zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie w szwedzkiej firmie po emigracji – umowa o pracę jest w Szwecji dobrem najważniejszym na początku nowego życia, więc stwierdziłam, że to dosyć naturalny krok.

Życie życiem i jak to zwykle bywa, moje plany zostały szybko zeryfikowane.

Kariera w korpo

Jeszcze w trakcie kursu rozesłałam kilkadziesiąt CV, codziennie przeglądałam LinkedIn w poszukiwaniu ciekawych ofert pracy, korzystałam z portali NoFluffJobs oraz JustJoin.IT. Zwracałam uwagę nie tylko na sam fakt uczestniczenia w kursie programowania, ale przede wszystkim na moją wcześniejszą pracę przy tworzeniu stron jako freelancer oraz w mojej firmie i projekty, które na bootcampie tworzyłam – salonMenago (z projektu zaliczeniowego) i “ZaplanujJedzonko” (ze ScrumLaba) również znalazły się wśród wymienianych osiągnięć. Skupiałam się na tym, że bardzo szybko uczę się nowych umiejętności, że raz zrobiona czynność jest u mnie możliwa do powtórzenia za każdym kolejnym razem i że w ścieżce zawodowej stawiam na ciągły rozwój – zgodnie zresztą z prawdą, bo “zniesę wszystko, ale stania w miejscu nie zniesę”.

Otrzymałam odzew od kilkunastu firm z Polski i kilku ze Szwecji. Szwedzcy pracodawcy niestety woleli mieć kogoś na miejscu od razu lub wskazywali, że muszę jeszcze trochę podszkolić język. Polscy zapraszali na wieloetapowe rozmowy kwalifikacyjne, z których mam raczej kiepskie doświadczenia i po którejś rozmowie z rekruterem rezygnowałam sama. Bardzo irytowało mnie wrażenie, że rekruter w ogóle nie wie, z kim rozmawia. Pytania, które mi zadawano, spokojnie można było pominąć, bo odpowiedź na nie była w moim CV lub liście motywacyjnym. W dodatku często nie było po drugiej stronie zrozumienia tego, co pisałam lub mówiłam i na przykład trzy razy podczas jednej rozmowy telefonicznej wałkowaliśmy temat “dlaczego w ogóle chcę się gdziekolwiek zatrudniać, skoro mam swoją firmę?“. Wiem, że nie jest to typowe, ale jedna moja odpowiedź wystarczy.

W tamtym momencie żałowałam, że model rekrutacji stosowany przez Panią Swojego CzasuOlę Budzyńską ominął inne polskie firmy.

Kariera w Pikus.IT

Jest jeszcze jeden powód, dla którego zrezygnowałam zupełnie z rekrutacji i pracy dla kogoś. W czasie, gdy ja siedziałam w przysłowiowej szkolnej ławce i przyswajałam pętle, instrukcje warunkowe i zasady działania przeglądarki, nasza firma wskoczyła na większe obroty. Zaczęło zgłaszać się do nas coraz więcej Klientów, zlecenia zaczęły być coraz ciekawsze i nasz rozwój znacząco przyspieszył. Do tego stopnia, że kurs online, który planowaliśmy na połowę 2020 roku, przesunęliśmy jeszcze na pierwszy kwartał!

Fakt, przez okres mojej nauki, nasze moce przerobowe były obniżone, ale w tej chwili moje umiejętności stanowią jeden z filarów naszej działalności (drugim jest ulubiona działka Tomasza, czyli reklamy na Facebooku, Google i Pintereście). Dalej nad stronami pracujemy razem, ale teraz nasze projekty są jeszcze bardziej skomplikowane, jesteśmy też w stanie wdrażać coraz bardziej zaawansowane rozwiązania.

Pierwszym w pełni samodzielnym projektem, który realizowałam, była strona NextOffice.pl, gdzie otrzymałam jedynie wizualizację i widoki od grafika, a kodowanie w 100% należało do mnie. I jestem z tego projektu naprawdę dumna, a nasz Klient zadowolony, o czym świadczy fakt, że współpracujemy cały czas przy zupełnie innych projektach i świadczymy cały czas usługi na prawie wszystkich obszarach, które mamy w ofercie.

Co słychać u innych?

Moje drogi z resztą kursantów niestety się rozeszły i od momentu, w którym otrzymaliśmy nasze certyfikaty, nie miałam z większością kontaktu. Wiem, że jeden z kursantów właśnie rozpoczął pracę w nowym zawodzie i wspomniał mi tylko, że “to zupełnie inny rodzaj zadań, niż na CodersLab, ale projekt jest ciekawy“. O losach pozostałych wiem niewiele lub nic.

Jakie plany na przyszłość?

Mogłabym je podsumować w zasadzie jednym zdaniem. Moja firma to mój skarb. Te doświadczenia utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że moja wizja prowadzenia biznesu jest dla mnie jedyną słuszną i w drodze do własnego szczęścia i życiowej satysfakcji muszę się jej trzymać.

Plany na najbliższe miesiące?

  • luty 2020: obrona inżynierska Tomasza, a tuż po niej początek prac nad kursem online tworzenia stron internetowych;
  • marzec 2020: premiera kursu online
  • kwiecień 2020: prace wstępne nad e-bookiem dotyczącym pozycjonowania i zaawansowanej optymalizacji stron internetowych
  • czerwiec 2020: premiera ebooka

Będzie się działo, nie zwalniamy tempa. Wprost przeciwnie – przyspieszamy tak, jak jeszcze nigdy wcześniej i budujemy nasze Pikusiowe imperium. Bądź z nami, śledź nas na Instagramie i nie przegap tego ognia, który za chwilę się pojawi :)

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

Zostanę programistką [Od 0 do Javascript Developera]

Rozwój jest dla mnie bardzo ważny, dlatego gdy tylko mam okazję zdobyć nowe kompetencje - korzystam z niej. Nie inaczej było w tym przypadku. Już jakiś czas temu usłyszałam o szkole programowania CodersLab - ba, przechodziłam obok kilka razy, bo siedzibę we Wrocławiu mają tuż przy wrocławskim Rynku. Nigdy jednak nie myślałam o programowaniu na poważnie. Aż do teraz.