Niedawno wspomniałam Ci o Legimi – wielkiej bibliotece e-booków w modelu subskrypcyjnym (a we wpisie znajdziesz 30-dniowy okres próbny!). Wspominałam tam, że korzystam z czytnika e-booków Kindle. Dziś postanowiłam opowiedzieć, jak ten czytnik sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

Moja przygoda z Kindle

O istnieniu czytników e-booków marki Kindle dowiedziałam się gdzieś w połowie liceum, gdy wybrałam się do Londynu i w metrze przyuważyłam, że ogrom ludzi czyta książki w formie elektronicznej i robi to właśnie na Kindle. Wtedy w Polsce praktycznie nie było do tych czytników dostępu, innych czytników w zasadzie też nie było (zaczynały pojawiać się chyba pierwsze inkBooki i podczas sklepowego testowania wcale mnie nie zachęcały, zwłaszcza po tym, gdy widziałam, w jaki sposób działają Kindle).

Co mnie urzekło? Brak światła na ekranie, czytelne fonty (wszystko czarno na białym), niesamowicie płynne zmienianie stron (czasem nawet nie zauważałam, kiedy ktoś przełożył stronę na kolejną) i przede wszystkim ogromny potencjał – niewielki rozmiar pozwalał przenosić w torebce lub kieszeni całą bibliotekę ksiażek, a ja po prostu kocham czytać.

Pierwszy Kindle

Mojego pierwszego Kindle (nie pamiętam już, jaki nosił numerek) dostałam od dziadka na Święta Bożego Narodzenia. Przyznam, że wtedy nie zrobiłam z niego jakiegoś rewelacyjnego użytku. E-booki wciąż były mało dostępne, a fakt, że żyłam z kieszonkowego i miałam inne priorytety finansowe, wolałam wciąż iść do biblioteki i wypożyczyć książkę papierową, niż kupować kolejne e-booki.

Tym sposobem przeczytałam na moim Kindle kilkanaście książek na przestrzeni kilku lat i odłożyłam go na dno szuflady.

Sytuacja zmieniła się, gdy na rynku pojawiło się Legimi, o którym już pisałam (w moim wpisie o Legimi znajdziesz link do uruchomienia wersji testowej na 30 dni, zamiast standardowej 14-dniowej wersji próbnej, więc warto!).

Wymiana na nowszy model

Gdy Legimi zaczęło obsługiwać czytniki Kindle, zapragnęłam zmiany. Mój nie posiadał ekranu dotykowego, więc nie był kompatybilny z Legimi, więc zebrałam się w sobie. Sprzedałam mój czytnik i zaczęłam polować na nowy model.

Między sprzedażą starego czytnika i zakupem nowego minął około rok. Ciągle zastanawiałam się, czy to mi jest w ogóle potrzebne, bo przecież korzystałam z Legimi już na telefonie i tablecie, ale ostatecznie zdecydowałam się na zakup. Pamiętając wygodę korzystania z czytnika i e-papieru, nie mogłam postąpić inaczej – czytanie na telefonie było dużo bardziej męczące i mniej przyjemne.

Kindle 10 Touch czy Kindle Paperwhite?

Miałam ogromny dylemat – przyznaję. Spędziłam na przeglądaniu recenzji i porównań modeli czytników długie tygodnie, dni i godziny. Za Paperwhite przemawiała nieco lepsza rozdzielczość ekranu i wodoodporność, Kindle 10 z kolei cechował się niższą ceną.

Oba mają ekrany dotykowe, oba mają podświetlenie ekranu i oba obsługują Legimi. W moim przypadku argument cenowy był kluczowy – nie czytam e-booków w wannie (nie posiadam wanny, nawet gdybym miała, nie należę do tych, co leżą i w niej odmakają), a różnice w wyraźności liter były dla mnie naprawdę ledwo zauważalne (widziałam je, ale dopiero, gdy przyjrzałam się zdjęciom robionym z bliska).

Kindle 10 po 3 miesiącach

Mijają właśnie 3 miesiące mojej przygody z nowym czytnikiem od Kindle i mogę teraz napisać, jak mi się sprawdza.

Przede wszystkim, moje obawy dotyczące rozmycia liter związanego z niższą rozdzielczością zupełnie się nie sprawdziły. Czytanie na Kindle 10 Touch jest bardzo przyjemne, sam czytnik cudownie leży w ręce, a podświetlenie jest zbawienne. W końcu nie muszę zapalać światła i budzić męża – mogę czytać do wczesnych godzin porannych i nikt o tym nie wie ;)

Jedynym minusem, jaki dostrzegam, jest niestety brak przycisków do zmiany stron. Kartki przewraca się poprzez “tapnięcie” w ekran po odpowiedniej stronie ekranu. Niestety ramki Kindla są bardzo wąskie, przez co często zdarza mi się dotknąć kciukiem ekranu i nieumyślnie przewrócić stronę (a później mam problem z doliczeniem się, ile stron przerzuciłam – sam proces jest prawie niezauważalny, wszystko dzieje się tak szybko). Czasem mam też problem z dosięgnięciem ekranu kciukiem, by tę stronę przewrócić – szczególnie wtedy, gdy trzymam czytnik jedną ręką (zawsze czytam w łóżku, tak jest najwygodniej).

Dlaczego nie inne czytniki?

Nie ukrywam, że wizja wzięcia innego czytnika w abonamencie razem z Legimi kusiła. Ostatecznie jednak nie zdecydowałam się na to z kilku względów.

Po pierwsze, nie przekonywały mnie inne czytniki. Za każdym razem, gdy tylko byłam w sklepie z elektroniką, sięgałam po PocketBooki i inkBooki i próbowałam je testować, ale ich działanie zawsze było dla mnie zbyt wolne. Poza tym, okazywało się, że w zasadzie ich cena nie jest dużo niższa niż cena Kindle Touch 10 (o ile w ogóle była niższa), więc kolejny argument upadał.

Ostatecznym powodem, dla którego nie zdecydowałam się na czytnik w abonamencie z Legimi to fakt, że nie chciałam związać się kolejnym abonamentem na stałe i nierozerwalnie, mieć obowiązek zapłaty i musieć płacić co miesiąc. W tym momencie korzystam z planu bez 12-miesięcznej umowy i mogę zrobić przerwę w każdej chwili (ten plan jest tylko kilka złotych droższy od planu z umową). Nie płacę też “ukrytych rat” za sprzęt, którego ceny nie są wcale tak wysokie.


Czekam na Twoje pytania i spostrzeżenia dotyczące Legimi, czytników e-booków i samego Kindle. Może chcesz kupić swój czytnik i zastanawiasz się, który model wybrać? Daj znać, chętnie Ci pomogę, jeśli tylko będę mogła i wiedziała jak :)

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

3 aplikacje do nauki języków, z których korzystam

Jak już wiesz, po opanowaniu na poziomie C1 języka angielskiego, zaczęłam uczyć się szwedzkiego - głównie z myślą o emigracji, ale nie ukrywam, że ten język mi się spodobał. Początkowo uczęszczałam na kurs do szkoły językowej i bardzo dużo się tam nauczyłam. Później zainteresowałam się aplikacjami i... przepadłam.