Na tym etapie podobno przychodzą kryzysy, z tym większą ciekawością podchodziłam do kolejnego, trzeciego już modułu kursu. Oprócz pojęcia RWD (czyli Responsive Web Design), pozostałe dwa nic mi nie mówiły. Gulp po prostu śmiesznie brzmiał, o SASS wiedzialam tyle, że ma coś wspólnego CSSem.

Stan osobowy uszczuplony

Pierwsze pozytywne wieści napłynęły do nas już w weekend, gdy okazało się, że wszycy zdali egzamin (choć niosło to za sobą średnio pozytywne wieści o tym, że część grupy przenosi się na kursy zdalne/weekendowe). Tak oto z osiemnastu zaczynających, zostało nas jedenaścioro.

Pierwsze wyzwania

Pod tajemniczą nazwą Gulp kryło się super przydatne narzędzie do automatyzacji zadań. Dzięki dostępnym pluginom mogliśmy, bez większego skupiania się na tym, pisać nasze stylowanie w SCSS, a kompilacja odbywała się w tle po każdym zapisie. Zanim jednak wszystko działało plynnie, poniedziałkowy poranek (aż do obiadu) spędziliśmy na konfiguracji NPM (Node Package Manager) i właśnie Gulpa.

Skąd problemy? Każdy ma inny system operacyjny (i różne ich wersje), każdy miał też inną wersję NPM, w końcu różne wersje Gulpa. Użytkownik miał uprawnienia do określonych operacji albo nie, cała akcja generowała masę błędów, z czego każdy inny i prowadzący naprawdę musiał stanąć na wysokości zadania, by je wszystko rozwiązać.

[W tym miejscu polecam jabłuszka, na moim macbooku wszystko “zrobiło się” od razu]

SASS i RWD

Kolejnymi zagadnieniami było nauczenie się stylowania z pomocą SASS, który okazał się bardzo przydatny. W końcu nie trzeba było pisać każdego selektora osobno, można było je w sobie zagnieżdżać. Zgodnie zakochaliśmy się w tworzeniu zmiennych i mixinów, a wyrażenia logiczne sprawiły, że nasze życie stało się piękniejsze – to tak w dużym uproszczeniu :)

Podczas RWD poznaliśmy zasady, jakimi powinna rządzić się dobrze przygotowana strona responsywna. Po raz kolejny (tym razem jeszcze dokładniej) omówiliśmy jednostki relatywne. Do tego powtórzyliśmy flexboxa i nauczyliśmy się grida (takiego starego typu z kolumnami, wierszami i clearfixami). A potem, już po egzaminie, zobaczyliśmy css-grid, czyli funkcję, w której się zakochałam i nie chciałabym pracować już w żaden inny sposób – dobrze, że dopiero po egzaminie ;)

Warsztat

Podczas warsztatu uczyliśmy się robić animacje z pomocą CSS oraz tworzyć mailingi zgodnie ze standardami obsługiwanymi przez popularnych klientów poczty. O dziwo, nasz warsztat odbył się… już w czwartek. Tak, szło nam tak szybko (inna kwestia, że materiału było dosyć mało), że w piątek napisaliśmy egzamin, zobaczyliśmy CSS-grid i… poszliśmy do domu. Na tygodniową przerwę i drugi tydzień pracy własnej/zdalnej, w którym akurat wypadał nas Scrum Lab.


To był bardzo przyjemny tydzień, chociaż przez to, że te zagadnienia były dla mnie tak sympatyczne, trochę dłużył mi się czas na zajęciach. Mogły w tym przypadku trwać spokojnie krócej, bez żadnych szkód na naszej wiedzy i umiejętnościach.

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

Zostanę programistką [Od 0 do Javascript Developera]

Rozwój jest dla mnie bardzo ważny, dlatego gdy tylko mam okazję zdobyć nowe kompetencje - korzystam z niej. Nie inaczej było w tym przypadku. Już jakiś czas temu usłyszałam o szkole programowania CodersLab - ba, przechodziłam obok kilka razy, bo siedzibę we Wrocławiu mają tuż przy wrocławskim Rynku. Nigdy jednak nie myślałam o programowaniu na poważnie. Aż do teraz.