Wojna Apple vs reszta świata trwa w najlepsze. A ja z popcornem siedzę i wzruszam ramionami – mam swoje racje i swoje argumenty, a tym wpisem zamierzam zamknąć spekulacje raz na zawsze. Dlaczego od lat korzystam ze środowiska od Apple i nie zamierzam się przesiadać?

Wszystko zaczęło się od gadżetu

Gdy byłam w gimnazjum, czasy były takie, że jeśli telefon to tylko w abonamencie, najlepiej za złotówkę. Dopiero w ciągu kilku kolejnych lat zaczęła rosnąć świadomość, że tak naprawdę lepiej kupić telefon na raty w zwykłym sklepie niż dopłacać krocie do abonamentu. A iPhone’y były dostępne tylko w największych abonamentach, z ogromną pierwszą wpłątą. Poza zasięgiem gimnazjalistki.

I tak obserwowałam koleżankę, która wtedy miała iPhone’a, nawet nie wiedziałam, co to za model. Ale pamiętam wycieczkę do Londynu, gdzie obkupiła się w case’y, które dostępne były wtedy tylko na iPhone’y i z zazdrością patrzyłam na jej nowy telefon, wyglądający jak ciasteczkowy potwór (tak naprawdę, to nie pamiętam, co to była za postać). Wtedy to był tylko gadżet, nie wiedziałam, że…

Dwa lata później

Poznam chłopaka mieszkającego w Szwecji, gdzie sytuacja była odwrotna. Tam iPhone w abonamencie był prawie standardem i nie kosztował wcale więcej niż w sklepie. I on tego iPhone’a miał, przyjechał do mnie, miałam okazję z niego skorzystać, zobaczyć, jak działa i…

Z hukiem powróciło moje wcześniejsze marzenie. Mój telefon (jeden z nowszych wtedy Samsungów) reagował z opóźnieniem, wieszał się, aplikacje zamykały, a przeglądanie sieci było mordęgą. Kontrast w tej wygodzie użytkowania za bardzo dał mi po głowie – rok później zmobilizowałam się i w końcu trzymałam w rękach mojego pierwszego iPhone’a – wtedy 4s.

Później było z górki

Telefony wymieniam od tamtej pory średnio co dwa lata (choć ostatnio dosyć szybko przesiadłam się z X na XR), chociaż mogłyby działać dużo dłużej. Mojego 4s i 5 sprzedałam przyjacielowi, który używał ich jeszcze długo, a 4s sam sprzedał, gdy odkupił ode mnie “piątkę” i z tego, co wiem, dalej służy właścicielowi, chociaż wiadomo – bateria już nie jest pierwszej młodości.

Pracując intensywnie nad wideo, potrzebowałam upgrade’u sprzętu do montażu na bardziej wydajny. Potrzebowałam monitora, który odwzoruje dobrze kolory robionych przeze mnie zdjęć. Tak w moim domu pojawił się iMac (po pięciuu latach powędrował do nowego właściciela, służy dalej dzielnie), niedługo później MacBook Air, bo potrzebowałam czegoś leciutkiego i niewielkiego do częstych podróży samolotem. MacBook Air również powędrował w świat, również dzielnie służy nowej właścicielce, a na naszym biurku stoi MacBook Pro – potwór montażu i obróbki zdjęć, mistrz wydajności i nieoceniona pomoc w naszej codziennej pracy.

Widzisz już wspólny mianownik?

Sprzęty, o których piszę, mają po sześć-siedem-osiem lat. I dalej spełniają swoją funkcję bardzo dobrze. Tymczasem mój stary Samsung został po 1,5 roku zutylizowany, bo nie nadawał się do użytku. Podzespoły w PC musieliśmy wymieniać średnio co roku – jeśli nie grafika, to płyta główna albo procesor (a częściej jedno i drugie), bo codzienne wielogodzinne nagrywki zabijały je po kolei jak na jakiejś egzekucji. Laptop, którego miałam w między czasie, pochodził dwa lata. I umarł śmiercią tragiczną.

I to jest mój pierwszy argument – sprzęty od Apple po prosu bardzo długo działają. I może dużo przy tym kosztują, ale częste wymiany sprzętu innych firm potrafią podbić cenę z nawiązką.

Wygoda pracy

I nie mówię tylko o wygodzie dotyczącej szybkości i wydajności. Oczywiście to, że blue screen w Macu nie istnieje, a telefony praktycznie nigdy się nie wieszają (jedyne co występuje, to zamykanie aplikacji, ale to wina aplikacji, nie sprzętu) to ogromna zaleta i komfort, ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy mamy dwa sprzęty – np. telefon i komputer.

Synchronizacja większości aplikacji między sprzetem stacjonarnym a mobilnym, przesyłanie plików z pomocą funkcji AirDrop, które oszczędza mi mnóstwo czasu, szukania kabli i myślenia, na którego e-maila wysłać dane zdjęcie… To wszystko składa się na niewiarygodnie przyjazne środowisko pracy.

I nie widzę już przyszłości bez jabłuszek

Telefony z Androidem są dla mnie wciąż zbyt wolne, ich klawiatura mnie denerwuje, konieczność oglądania każdej aplikacji w sklepie z każdej strony to dla mnie strata czasu, a montaż i obróbka grafiki na MacBookach, iMacach i iPadzie to poezja i oszczędność czasu.

A przy tym wszystkim, jabłuszka po prostu cieszą moje oczka. I sprawiają, że moje codzienne życie i praca są przyjemnością.


Dlatego tak, jak nie biegam za nikim i nie wmuszam mu przesiadki na systemy Apple, tak nie chciałabym, by ktoś wmuszał mi na siłę Androida. Choć jeśli spytasz mnie o radę, bo na pewno polecę Ci jabłka. Bo nie pożałujesz :)

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać:
Więcej

5 rzeczy, które możesz robić, gdy jesteś chory

Wyspecjalizuję się w chorobowych tematach. Ponieważ gorączka mi doskwiera przez pół doby, a drugie pół śmiertelnie się nudzę, pomyślałam, że nie jestem sama i taki wpis może przydać się wam na przebłyski dobrego samopoczucia w chorobie.