“Anioły i demony” Dana Browna

Książka stara chyba jak sam świat. A przynajmniej stara na tyle, że zna ją każdy, a przynajmniej większość.  Należy do bardzo udanych powieści i chociaż może nawet chciałabym coś o niej złego powiedzieć, byłoby to bardzo nie w porządku. Przecież spędziłam przy lekturze kilkadziesiat wieczorów, wracając do historii jeszcze raz i jeszcze raz.

Robert Langdon. Historyk, wykładowca, intrygujący i pociągający facet. Nic dziwnego, że za każdym razem przyciąga do siebie jakąś piękną dziewoję, z którą to później rozwiązuje wszelkie zagadki. A, właśnie. Zagadki. Trudne, nieprzewidywalne. Pojawiają się w różnych postaciach i weź się tu człowieku domyśl, jakie jest rozwiązanie. Langdon wie.

Mogłabym nawtykać, że nasz bohater jest zbyt wszechwiedzący, ale nawet on czasem błądzi. Poza tym, w końcu jest profesorem Harvardu – ma prawo wiedzieć wszystko, jeśli ma taką ochotę. Może jeszcze… Nie, chyba jednak nie. Naprawdę ta książka nie ma wad, czy tylko ja jestem w niej tak bezgranicznie zakochana, że ich nie widzę?

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, polecam. Polecam tez ekranizację, o której pewnie napiszę w najbliższym czasie (muszę ją tylko znów obejrzeć – wolę sto razy czytać daną książkę, niż sto razy oglądać jej ekranizację). W każdym razie, jeśli ktoś się zdecyduje na tę pozycję, nie znając jej, nieprzespane noce ma gwarantowane.

Reklama
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like